Acatenango w Gwatemali – noc, gdy obudził nas wulkan Fuego
Ep. 01

Acatenango w Gwatemali – noc, gdy obudził nas wulkan Fuego

•

Episode description

Noc na zboczu Acatenango w Gwatemali, huk, który podrywa wszystkich z namiotów, i czerwona lawa spływająca po sąsiednim wulkanie Fuego. Piotr Starzyński opowiada o dwudniowej wyprawie, na którą poszedł prawie bez przygotowania – z rozbitym palcem, bez czołówki i z bólem głowy – i o tym, dlaczego mimo wszystko nie zamieniłby jej na żadną łatwiejszą.

To nie jest poradnik krok po kroku, tylko relacja z pierwszej ręki: podejście do obozu, noc pod aktywnym wulkanem, nocne wejście na szczyt na wschód słońca i zejście, o którym przed wyjazdem mało kto myśli. Na koniec odpowiedź na pytanie, czy warto wejść na Acatenango i czego nie robić, żeby nie powtórzyć tych samych błędów.

W odcinku:

  • dlaczego Piotr poszedł na wulkan z rozbitym palcem i bez żadnego researchu,
  • jak wygląda trekking do obozowiska i wieczór przy ognisku z widokiem na Fuego,
  • erupcja w środku nocy, która wyrwała wszystkich ze śpiworów,
  • nocne podejście na szczyt po osuwających się kamieniach – bez latarki czołowej,
  • tabletki na ból głowy, których nie wziął, i dlaczego to był błąd,
  • wschód słońca na szczycie i zejście, które bolało bardziej niż wejście,
  • czy wszedłby tam drugi raz i komu poleca tę wyprawę.

Jeśli planujesz Acatenango: latarka czołowa nie jest dodatkiem, tylko podstawą. Weź dobre buty, leki na ból głowy, doczytaj o chorobie wysokościowej i realnie oceń swoją kondycję – trekking jest naprawdę wymagający.

Prowadzący: Piotr Starzyński

Pełna transkrypcja i rozdziały: https://www.misjaswiat.pl/podcast/acatenango/

Download transcript (.vtt)
0:00

Pamiętam przede wszystkim huk.

0:04

Spaliśmy we trzech w namiocie, gdzieś wysoko na zboczu Acatenango w Gwatemali.

0:11

I nagle coś tak potężnie walnęło, że momentalnie w jednej chwili wszyscy byliśmy na nogach.

0:20

Wybiegliśmy z namiotu i zobaczyliśmy coś, czego chyba nigdy nie zapomnę.

0:26

Z sąsiedniego wulkanu, Fuego, wystrzelił w górę ogromny strumień czerwonej lawy.

0:36

Przez chwilę wszystko było rozświetlone, lawa stopniowo opadała, spływała po zboczu i przygasała.

0:45

To było niesamowite.

0:48

Ale wiecie co, w pierwszej chwili bardziej się przestraszyłem niż zachwyciłem.

0:55

Nie spodziewałem się, że erupcja może być aż tak głośna.

1:00

Ten dźwięk był potężny, zupełnie inny niż wszystko, co wcześniej słyszałem.

1:09

Jest w tej historii coś zabawnego, bo kiedy zgadzałem się na wyprawę na Acatenango,

1:15

w ogóle nie wiedziałem, że zobaczę coś takiego.

1:18

Myślałem, że po prostu idziemy na kolejną górę.

1:23

Jak to się w ogóle zaczęło.

1:27

Podróżowałem z moim przyjacielem Pawłem

1:30

i mamy taki sposób planowania wyjazdów,

1:33

że każdy z nas szuka miejsc i atrakcji,

1:37

które go interesują,

1:39

raz realizuję moje pomysły i innym razem jego.

1:45

Acatenango akurat było właśnie pomysłem Pawła.

1:49

Nie musiał mnie specjalnie przekonywać,

1:51

Skoro chciał wejść na wulkan, to czemu nie?

1:54

Lubię takie doświadczenia, więc po prostu też się zapisałem.

1:59

Tylko że ja nie zrobiłem, w odróżnieniu od Pawła, praktycznie żadnego researchu.

2:07

Nie mówiąc już o porządnym.

2:09

Nie oglądałem wcześniej filmów, nie czytałem szczegółowych relacji.

2:15

Wiedziałem, że czeka nas trekking w górę,

2:18

Ale nie miałem pojęcia, jak będzie wyglądał, a do tego byłem przekonany, że dam sobie świetnie radę.

2:29

Serio, wydawało mi się, że jestem całkiem niezłym kozakiem i pewnie będę wchodził jako jeden z pierwszych.

2:37

No cóż, i muszę powiedzieć, że rzeczywistość dość szybko zweryfikowała moje oczekiwanie czy moją wizję tej wspinaczki.

2:48

Ale zanim zaczęliśmy się wspinać, pojawił się jeszcze jeden problem.

2:54

Dzień wcześniej szedłem sobie w japonkach, jak to mam w zwyczaju w ciepłych krajach

2:59

i tak niefortunnie uderzyłem swoim małym palcem u nogi,

3:04

że ledwo mogłem chodzić.

3:07

Tak czasem macie, że uderzacie palcem o kant łóżka,

3:12

a tutaj to było jakieś krzesło metalowe,

3:17

na rynku w Antigua i uderzyłem tak silnie, że nie mogłem chodzić.

3:25

To było kilka razy silniej niż czasem się zdarza nam uderzyć w kant łóżka.

3:33

I palec był czerwony, bolał, a ja kulałem.

3:37

Ledwo się doczłopałem do naszego pokoju.

3:44

i tak jak mówię, to nie było lekkie uderzenie, po którym 5 minut człowiek się pokrzywi,

3:51

poleży i w zasadzie o tym zapomni. Naprawdę miałem problem z normalnym chodzeniem.

3:56

I do ostatniego poranka nie byłem pewny, czy w ogóle na tę wyprawę pójdę.

4:02

Paweł wiedział, że idzie.

4:06

i Paweł jak poszedł wieczorem do sklepu, zakupić sobie produkty na podróż,

4:13

to ja w tamtej chwili już byłem przekonany, że raczej nie pójdę

4:19

i nie poszedłem wtedy z Pawłem.

4:22

Potem jeszcze przemyślałem sobie to i poszedłem osobno do tego sklepu

4:29

i kupiłem, pomyślałem, że najwyżej, jeżeli nie dam rady

4:32

to sobie te produkty zużyję w inny sposób, ale chcę być mimo wszystko przygotowany.

4:43

Ja byłem zapisany mimo wszystko i dopiero rano, jak założyłem swoje buty trekkingowe,

4:53

to okazało się, że w tych butach jestem w stanie jakoś tam lepiej lub gorzej chodzić.

5:00

Mimo że palec nadal bolał, to nie uniemożliwiał mi poruszania się.

5:07

i zdecydowałem się ruszyć razem z Pawłem.

5:11

Dlaczego? Ja tak mam, że chyba częściej idę w coś

5:17

i ryzykuję, a potem tego żałuję, niż odpuszczam.

5:21

Niestety to mnie czasem gubi i w tym wypadku

5:26

ja najbardziej bałem się, że coś mnie ominie.

5:28

Pewnie znacie takie uczucie, jesteście gdzieś daleko od domu,

5:32

pojawia się okazja zrobienia czegoś wyjątkowego

5:35

i wiecie, że być może już nigdy nie wrócicie w to miejsce.

5:41

Bo tak często w moim wypadku jest, tym bardziej tak myślałem o Gwatemali,

5:47

że to będzie trudne do powtórzenia.

5:50

Życie płynie dalej, pojawiały się kolejne obowiązki, inne podróże,

5:55

inne plany, inne relacje i nawet jeśli kiedyś wrócicie do danego kraju,

6:00

to niekoniecznie będziecie mieli tę samą okazję

6:03

ale z tymi samymi osobami, w tych samych okolicznościach.

6:07

To się bardzo rzadko zdarza.

6:09

Pomyślałem więc, że jeśli teraz zrezygnuję,

6:12

to mogę później naprawdę tego żałować.

6:15

Tym bardziej, że ten wulkan gdzieś tam,

6:18

gdzieś tam w głowie rezonował.

6:23

Wulkan, no wiecie, pod tym słowem wiele rzeczy się kryje

6:26

i nie jest to taka rzecz, powiedzmy, którą można

6:30

można w każdym zakątku świata zobaczyć, tym bardziej aktywnym.

6:40

I ponieważ nie wiedziałem jeszcze na to, co się pisze dokładnie,

6:47

to nawet lepiej dla mnie, to nawet chętniej, mimo wszystko się na to zdecydowałem.

6:57

Teraz opowiem o tym, o trekingu, który miał być łatwy w mojej głowie, oczywiście.

7:05

Wyruszyliśmy. Pamiętam las, przez który przechodziliśmy, pamiętam mgłę i to,

7:12

że gdzieś w oddali od czasu do czasu było słychać wybuchy Fuego. Nie były bardzo głośne,

7:19

raczej sporadyczne odgłosy przypominające, że obok gdzieś tam znajduje się ten mityczny,

7:28

no, aktywny wulkan. Szliśmy przez kolejne fragmenty trasy, zdobywając wysokość.

7:37

Szybko okazało się, że to nie będzie taki zwykły spacerek,

7:41

jak sobie to wyobrażałem wcześniej.

7:46

Podejście było naprawdę wymagające i to potwierdzał zarówno Paweł,

7:52

jak i moje nogi, bo na postojach nie byliśmy z Pawłem wcale w pierwszej grupie,

8:00

Mimo że jakoś ogarnialiśmy temat, czasem chodziliśmy na siłownię, lubiliśmy chodzić dużo,

8:10

także nie uważam, że byliśmy jakimiś osobami przyklejonymi do stołków, które pracują i siedzą cały dzień,

8:20

ale też umówmy się, nie byliśmy najbardziej wysportowanymi ludźmi na ziemi, natomiast uważaliśmy, że damy radę.

8:28

więc nie byliśmy w pierwszej grupie, ale też uczciwie trzeba powiedzieć,

8:33

że nie zamykaliśmy też całej wycieczki, natomiast na tych postojach

8:38

gdzieś chętnie odpoczęlibyśmy dłużej, raczej byliśmy w tej drugiej połówce mimo wszystko

8:43

i staraliśmy się iść swoim tempem.

8:48

Widać było jednak po nas, że naprawdę sporo kosztuje nas ta wyprawa wysiłku.

8:57

I tutaj muszę uczciwie powiedzieć jedną rzecz.

9:01

Może kiedyś Paweł też to usłyszy, ale myślę, że też myśli podobnie,

9:07

chociaż nie wiem. Bardzo dużo dawało mi to, że szedłem właśnie z Pawłem,

9:12

bo my przez sporą część trasy po prostu sobie żartowaliśmy.

9:17

Nie było tak, że przez cały czas myślałem, jaki jestem zmęczony,

9:21

jak wszystko mnie boli i dlaczego w ogóle się na to zdecydowałem.

9:25

Wręcz przeciwnie. Mimo zmęczenia dobrze się bawiliśmy

9:31

i ten palec gdzieś tam mi dokuczał, ale stawało się to znośne w takim towarzystwie.

9:38

I gdybym szedł sam, to myślę, że psychicznie byłoby mi znacznie trudniej,

9:42

a tak zawsze można było coś skomentować, pośmiać się z siebie albo z całej sytuacji.

9:49

Zresztą z perspektywy czasu tu też jest coś, co bardzo dobrze wspominam.

9:54

Nie tylko sam wulkan, ale to wspólne przeżywanie całej wyprawy.

9:59

Choć przyznaję, że moje wcześniejsze wyobrażenia o wejściu w czołówce grupy

10:06

szybko przestało być aktualne.

10:12

Ognisko pod wulkanem.

10:15

W końcu dotarliśmy do obozowiska.

10:18

Naszym oczom ukazały się namioty.

10:21

Pierwsze, co pamiętam, to po prostu radość.

10:25

Radość, że na dzisiaj wystarczy, że to dzisiaj już tyle, że możemy sobie wreszcie odpocząć.

10:35

To było takie bardzo przyjemne uczucie, kiedy człowiek jest zmęczony,

10:39

ale wie, że zrobił coś fajnego, że wykonał dobrą pracę.

10:45

Nasz organizator przygotował ognisko, dostaliśmy tam coś do jedzenia.

10:50

Można było posiedzieć przy ognisku, porozmawiać, odpocząć.

10:56

Były też pianki do opiekania nad ogniem i tu taka ciekawostka ode mnie.

11:01

Ja pierwszy raz w życiu jadłem takie pianki z ogniska.

11:06

Niby banalna rzecz, ale jakoś wcześniej nigdy nie miałem okazji,

11:14

więc wyobraźcie sobie tę sytuację, jesteśmy zmęczeni po całym dniu podejścia,

11:19

siedzimy przy ognisku, dookoła góry, naprawdę wysokie.

11:24

Rozmawiamy, śmiejemy się i opiekamy te nasze pianki.

11:28

Naprawdę taka fajna atmosfera.

11:32

Ja jeszcze z dzieciństwa wspominam bardzo dobrze ogniska,

11:37

które trwało wiele godzin z koleżankami czy kolegami.

11:45

Oczywiście nie wszystko było tam tak romantyczne.

11:48

Był też prowizoryczny kibelek obok obozowiska,

11:53

który dość skutecznie przypominał, że jesteśmy jednak w górach,

11:56

a nie w jakimś luksusowym hotelu.

11:59

położony nieco od naszego obozowiska,

12:02

w którym naprawdę ciężko było się załatwić,

12:09

ale właśnie takie szczegóły też tworzą te wspomnienia.

12:14

Tam w tym kibelku prywatność była bardzo ograniczona,

12:20

powiem tak ogólnikowo.

12:25

Siedzieliśmy przy ognisku ze świadomością,

12:27

że rano, a właściwie jeszcze w środku nocy,

12:29

że trzeba będzie wstać i ruszyć na sam szczyt Acatenango,

12:34

bo plan był taki, żeby znaleźć się tam na wschód słońca,

12:37

a nawet chwilę przed.

12:41

Na razie jednak mogliśmy odpocząć

12:43

i wtedy jeszcze nie wiedziałem, że najważniejszy moment tej całej wyprawy

12:47

wydarzy się, zanim w ogóle rozpoczniemy to końcowe podejście.

12:53

Huk, którego nie zapomnę.

12:55

Wróćmy na chwilę do tej nocy.

12:57

Spaliśmy w namiocie po trzy osoby

12:59

i nagle potężny wybuch.

13:05

To nie był jakiś odległy pomruk, który można zignorować i spać dalej.

13:11

Ten dźwięk był tak silny, że błyskawicznie poderwaliśmy się z miejsc,

13:16

wybiegliśmy we trójkę na zewnątrz

13:19

i wtedy zobaczyłem erupcję.

13:22

Czerwona lawa wystrzeliła wysoko do góry,

13:26

a następnie opadała i spływała po stoku Fuego,

13:29

stopniowo tracąc swój blask, to było coś zupełnie innego niż oglądanie nagrania na YouTube.

13:37

I jeszcze ten palący ból w głowie, pulsujący w tym wszystkim, obok tego huku.

13:49

I nie da się tego zobaczyć na nagraniu, bo to nigdy nie będzie to samo,

13:55

tak, jak nie da się o czymś do końca opowiedzieć, nie przeżywając tego niestety,

14:01

więc to wszystko będzie mimo wszystko ograniczone, czy gdzieś jak będziecie słuchać na Spotify'u.

14:06

Bo na filmie widzicie obraz, możecie nawet usłyszeć dźwięk,

14:12

ale tam wszystko dzieje się naprawdę.

14:14

Jesteście w środku nocy, na zboczu sąsiedniego wulkanu

14:18

i nagle jeszcze tacy oszołomieni z bólem głowy,

14:23

że słyszycie taki huk i instynktownie wyskakujecie ze śpiworów, z namiotu,

14:28

a później patrzycie w tę czerń, jak ziemia dosłownie wyrzuca z siebie rozżarzoną lawę.

14:35

W pierwszej chwili nie wiecie, o co chodzi, obok większość osób wypadło z tych namiotów

14:41

i oni też stoją tacy zdezorientowani, lekko przerażeni i patrzą w ciszy.

14:52

Nie potrafię tego porównać do żadnego innego doświadczenia z moich podróży do dzisiaj.

15:03

I jeszcze na moment wrócę do tego bólu głowy, bo to jest bardzo zabawna historia,

15:09

która do tej pory mnie trochę rozśmiesza, więc wrócę na chwilę do tej bolącej głowy i Pawła.

15:20

To jest chyba jedna z najbardziej nierealnych, absurdalnych historii z całego wyjazdu,

15:25

bo ja miałem cały czas ze sobą środki przeciwbólowe,

15:29

jakiś Ibuprom czy inne tabletki już w tej chwili

15:32

nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

15:34

I mogłem spróbować, taki miałem plan, żeby sobie pomóc,

15:39

w razie czego po prostu na chorobę wysokościową.

15:44

Tylko Paweł powiedział mi, że gdzieś czytał,

15:48

że bardzo ważne jest, żeby na tej górze takich leków nie brać.

15:52

I ja go zapytałem od razu, no ale dlaczego?

15:57

A on mówi, że nie pamięta, ale czytał, że właśnie tak trzeba uważać na to.

16:06

No i co zrobiłem?

16:07

Ja nie jestem wielkim fanem, więc raczej nie przyjmę tabletki, niż przyjmę.

16:12

Staram się pocierpieć aż do tego takiego momentu kulminacyjnego,

16:18

kiedy już nie jestem w stanie przeżyć i kręci mi się w głowie, zbiera mnie na wymioty

16:26

i wtedy jeszcze cierpię te 30 minut, zanim w ogóle tabletka zadziała,

16:30

więc nie wziąłem tych tabletek.

16:33

Męczyłem się z tym bólem głowy niesamowicie i do końca.

16:39

Po powrocie już na dół, jak mieliśmy internet, sprawdziliśmy temat

16:43

i okazało się, że Paweł zapamiętał to dokładnie odwrotnie, niż powinien.

16:48

A ja się niepotrzebnie męczyłem, bo chodziło tam, żeby właśnie bardzo ważny jest,

16:55

żeby te tabletki wziąć.

16:59

Oczywiście trochę się z tego śmialiśmy, ale jakby już to całe doświadczenie było za nami,

17:04

więc nie miało już wielkiego znaczenia i nie miałem do niego żadnego żalu o to.

17:10

bo po pierwsze sam mogłem to sprawdzić wcześniej,

17:14

a po drugie też cała wyprawa była jego pomysłem od początku.

17:19

Gdybym miał zapamiętać Pawłowi jedną rzecz z tego wyjazdu,

17:23

to zdecydowanie nie byłyby te nieszczęsne tabletki.

17:29

Tylko to, że dzięki jego pomysłowi przeżyłem coś tak niesamowitego.

17:36

Najtrudniejsze miało jednak dopiero nadejść,

17:39

Bo tej nocy czekało nas jeszcze wejście na sam szczyt Acatenango.

17:46

Musieliśmy ruszyć przed wschodem słońca.

17:51

I właśnie ten fragment zapamiętałem jako jedno z najtrudniejszych,

17:55

a momentami również najbardziej niepokojących.

18:02

Zerwaliśmy się w środku nocy jeszcze niewyspani z bólem głowy,

18:07

na dworze ciemno, bardzo ciemno, praktycznie nic nie widać.

18:15

ścieżka była słabo widoczna, a kamienie osuwały się autentycznie,

18:21

uciekały spod nóg, co chwilę było słychać, jak ktoś się osuwa, spada nieco w dół

18:30

i wraca na ścieżkę. Co gorsze, nie miałem własnej latarki czołowej.

18:36

Z tego, co dzisiaj pamiętam, to większość osób ich nie miała.

18:40

I to był mój duży błąd w całych przygotowaniach,

18:44

tego żałuję bardziej niż na przykład niewziętych tabletek.

18:49

Przed wyprawą widziałem informację, że warto zabrać latarkę,

18:54

zresztą Paweł mi nawet o tym powiedział,

18:56

ale potraktowałem to właśnie jako coś, co dobrze mieć,

19:00

ale nie jest to rzecz absolutnie niezbędna.

19:05

i wydawało mi się, że będą jakieś pochodnie, że organizator zapewni dobre oświetlenie.

19:12

Zasadniczo wyobrażałem sobie, że to jest bardziej zorganizowane.

19:17

No więc nie.

19:19

Część osób miała czołówki, ale ich światło było bardzo słabe, takie punktowe.

19:25

Jak szliśmy po tej ścieżce gęsiego, to w zasadzie tego światła nie było widać.

19:30

Ja i tak miałem to szczęście, że szedłem za Pawłem, który miał swoją latarkę,

19:34

więc mogłem minimalnie coś zobaczyć

19:36

i próbowałem korzystać z tego fragmentu ścieżki, który oświetlał.

19:42

Tyle, że kiedy idziecie w ciemności po stromym kamienistym terenie,

19:46

to nie zawsze wystarcza.

19:48

Kilka razy, co najmniej, nogi mi się obsunęły,

19:51

traciłem równowagę, osuwałem się z kamieniami

19:55

i czułem już tak z tyłu głowy gdzieś na plecach taki strach,

20:02

że może mi się za chwilę naprawdę ta noga osunąć i popłynę gdzieś tam niżej.

20:11

Nie tylko dlatego, że byłem zmęczony, że szumiało mi w głowie,

20:15

miałem świadomość, że nie widzę dokładnie, gdzie stawiam nogi,

20:19

a jednocześnie nie było za bardzo, jak się wycofać z tego.

20:24

Pamiętam też bardzo mocno takie poczucie osamotnienia wtedy.

20:30

Niby idziecie w grupie, niby obok są inni ludzie,

20:34

ale w tej ciemności szliśmy gęsiego już nie tak jak wcześniej,

20:42

i ledwo w tej ciemności całej widzicie inne osoby.

20:47

Każdy tam był skupiony na siebie, na własnych krokach,

20:52

własnym wysiłku, na tym, żeby dotrzeć wyżej.

20:55

Tam już raczej nie było rozmów, śmiechu.

20:58

Miałem wrażenie, że gdybym gdzieś się osunął,

21:04

to pozostali mogliby nawet tego od razu nie zauważyć.

21:09

Oczywiście to było moje odczucie w tym momencie, nie wiem, jak by się stało,

21:13

ale ja dobrze zapamiętałem te myśli.

21:17

Właśnie wtedy docierało do mnie, jak bardzo nie doceniłem tej wyprawy przed wyjazdem,

21:23

bo niedawno myślałem, że bez większego trudu będę wchodził jako jeden z pierwszych.

21:28

A teraz walczyłem o to, żeby po ciemku bezpiecznie postawić stopę,

21:36

czy kolejny krok.

21:41

Wschód słońca, na który zdążyliśmy.

21:45

I w końcu dotarliśmy na szczyt, zdążyliśmy na wschód Słońca.

21:50

To było niesamowite uczucie.

21:54

Z jednej strony nasze ogromne zmęczenie, z drugiej satysfakcja,

21:59

Ja, że jednak daliśmy radę, że mimo wszystkich trudności,

22:03

mimo bólu i tego nocnego podejścia, jesteśmy na górze.

22:07

I przed nami zaczyna wschodzić słońce.

22:11

Pamiętam widok wulkanów, pamiętam tę przestrzeń,

22:15

której wcześniej podczas podejścia przez las po prostu nie było widać.

22:20

I pamiętam ciarki, nie tylko ze względu na sam widok,

22:23

ale też świadomość tego, ile wysiłku

22:29

Przez te dwa dni kosztowało nas dotarcie w to miejscu.

22:34

A wtedy Fuego znowu zaczął się do nas odzywać, było słychać jego erupcję.

22:40

Z wulkanu wydobywały się gazy, pojawiała się lawa

22:44

i stojąc na samym szczycie Acatenango,

22:47

miałem wrażenie, że Fuego znajduje się naprawdę blisko.

22:50

Nie było już drzew, które ograniczałyby widok,

22:54

po prostu staliśmy i patrzyliśmy na aktywny wulkan.

22:57

To jest taka chwila, której nie daje się oddać zdjęciem,

23:07

mimo że na zdjęciu mam uwieczniony moment wybuchu lawy.

23:12

Można było zrobić piękne zdjęcie wschodu słońca, można nagrać erupcję,

23:17

ale trudno przekazać to całe doświadczenie, te wszystkie emocje.

23:21

jednocześnie i wschód słońca, i to światło żółte, i uśmiechy ludzi dookoła,

23:28

którzy też, tak jak ja, dali radę, i nie da się tego połączyć w jedno zdjęcie,

23:37

nawet nie da się tego zawrzeć wszystkiego w jednym wideo,

23:42

no bo jak zawrzeć całe emocje nagromadzone, cały ból, cały wysiłek włożony w to,

23:49

to żeby tam być. Nie da się tego zrobić.

23:54

Zmęczenie, które macie w nogach, strach, który czuliście jeszcze chwilę wcześniej,

23:58

satysfakcję, że dotarliście i ten dźwięk, bo dźwięk Fuego

24:03

to coś, co zostało ze mną chyba równie mocno, jak sam widok tej lawy.

24:13

I tu jeszcze krótki komentarz, bo to nie jest tak, że to jest rzecz niemożliwa.

24:18

ale oczywiście też można wejść na górę, każdy ma jakieś swoje cele.

24:25

Dla jednego to będzie wyższa góra, dla drugiej osoby niższa.

24:31

Dla mnie osobiście było to coś wyjątkowego i był to realnie duży wysiłek.

24:41

A potem trzeba było jeszcze zejść.

24:45

Wiele osób, planując wejście na górę, skupia się na tym, jak trudne będzie zdobycie tego szczytu.

24:53

Ja też tak robiłem.

24:55

Tyle, że potem trzeba jeszcze wrócić na dół.

25:00

W moim wypadku zejście okazało się naprawdę bolesne.

25:04

Szliśmy szybciej niż podczas podejścia, bo mieliśmy teraz całą trasę do pokonania i mniej czasu.

25:11

a przy schodzeniu pracują trochę inne mięśnie, inaczej obciążamy nasze stawy

25:15

i mi jest trudniej schodzić.

25:22

Ja już czułem cały wcześniejszy wysiłek, wciąż bolał mnie palec

25:30

i zaczęły mnie jeszcze boleć kolana.

25:34

Odczuwałem też nadwyrężenie w okolicy pachwiny, jak to ja zwykle mam.

25:40

Choć najważniejsza część wyprawy była już za nami,

25:43

więc tego nie dało się już nam zabrać, tego, że zdobyliśmy ten szczyt, że widzieliśmy to, co widzieliśmy,

25:50

to fizycznie wcale nie było nam łatwiej.

25:54

To nie jest krótka wycieczka na jakąś niewielką górkę, zwłaszcza jeśli nie chodzicie regularnie po górach,

26:00

tak jak ja i nie jesteście przyzwyczajeni do takiego wysiłku.

26:03

Dla mnie to było naprawdę wymagające doświadczenie mimo że na tych naszych wyprawach chodziliśmy regularnie w ciągu dnia

26:13

myślę, że około 15 km, 20 km to jednak nie było to samo co wejście pod taką górę.

26:22

Ale czy żałowałem? Ani przez chwilę, nie było takiej chwili, żebym żałował.

26:27

Czy zrobiłbym to drugi raz? To jest ciekawa odpowiedź.

26:34

Dochodzimy do pytania, które wydaje mi się bardzo ciekawe.

26:39

Czy gdybym dziś miał okazję jeszcze raz wejść na Acatenango, zrobiłbym to?

26:44

Wiecie co? Chyba nie.

26:50

Ale nie dlatego, że wyprawa była zbyt trudna,

26:53

nie dlatego, że mi się nie podobało, wręcz przeciwnie,

26:57

bo to było jedno z najbardziej wyjątkowych doświadczeń podróżniczych w moim życiu.

27:05

Odwiedziłem wiele różnych zakątków świata,

27:08

zobaczyłem mnóstwo ciekawych miejsc, poznałem mnóstwo ciekawych ludzi,

27:14

a jednak ta wyprawa bardzo mocno zapisała mi się w pamięci, więc dlaczego?

27:25

Bo ja już to przeżyłem.

27:27

Już widziałem Fuego wyrzucający lawę w środku nocy,

27:30

Już słyszałem ten potężny huk, już stałem na szczycie Acatenango o wschodzie słońca,

27:36

zmęczony, ale szczęśliwy, że zdążyliśmy.

27:42

Nie wiem, czego miałbym oczekiwać od drugiego wejścia,

27:46

bo za pierwszym razem wszystko było dla mnie niespodzianką,

27:49

wszystko było nowe.

27:51

Nawet nie wiedziałem, że ten wulkan rzeczywiście będzie wyrzucał lawę.

27:55

Jak gdybym poszedł drugi raz, wiedziałbym już, jak wygląda ta trasa,

28:02

jak ciężkie jest podejście, jak wygląda obozowisko, mógłby się zmienić kolor namiotu,

28:10

mogłoby się zmienić miejsce tego obozowiska, ale mniej więcej wiedziałbym z czym się będę mierzył,

28:16

jak to będzie wyglądać. Być może byłoby to bardziej ekscytujące,

28:21

być może trochę mniej, być może wtedy Fuego nie wybuchałby tak intensywnie,

28:25

być może wybuchałby bardziej, ale wiedziałbym, czego się spodziewać.

28:33

Ale czy przeżywałbym to tak samo? Nie sądzę.

28:39

Miałem kiedyś trochę podobne doświadczenie ze Sri Lanką.

28:44

Doskonale wspominałem swoją pierwszą podróż do tego kraju.

28:50

Samotną wówczas i pojechałem tam drugi raz z Pawłem.

28:56

i nadal było bardzo ciekawie, nadal było, co oglądać.

28:59

Oczywiście ja tam byłem w innym momencie,

29:04

życia tam miałem inne troszkę oczekiwania,

29:11

ale mimo wszystko, mimo tych wszystkich rzeczy, które się zmieniły,

29:15

miałem tam jeszcze jakieś problemy zdrowotne,

29:18

to mimo tego wszystkiego nie czułem już tych samych emocji.

29:23

Może tak jak zacząłem sobie o tym myśleć, może Sri Lanka się zmieniła,

29:29

bo byliśmy trochę w innych miejscach, to fakt, trochę inną Sri Lankę zobaczyliśmy,

29:34

a może to ja się zmieniłem, trudno mi powiedzieć.

29:45

Tak jak mówię, może sam wulkan zaskoczył by mnie czymś innym,

29:51

ale ja zrozumiałem, że nie zawsze da się powtórzyć to samo doświadczenie.

29:56

Nawet jeśli wrócimy dokładnie w to samo miejsce.

30:00

Ja też kiedyś wróciłem do Yangshuo, w Chinach,

30:03

do miasteczka, które mi się bardzo kiedyś podobało.

30:07

I zostało w mojej pamięci, w moich wspomnieniach, jako takie wyjątkowe,

30:13

to takie, niektórzy to Chińczycy nazywają polskim Zakopanem.

30:21

I wróciłem w to miejsce wiele lat później

30:24

i zobaczyłem zupełnie inne miasteczko.

30:27

No, nadal ciekawe, ale było już takie skażone, nie wiem, czy to dobre słowo,

30:36

ale takiego użyję, miało wiele takich galerii typowych, jakieś Zara,

30:44

jakieś inne rozpoznawalne marki w każdym razie i to już nie było to samo miasteczko.

30:50

Nadal bardzo interesujące, nadal ciekawe, ale już inne niż miałem

30:54

w tych wspomnieniach kilkanaście, w zasadzie lat wcześniej.

31:00

Kiedy było jeszcze takie bardziej dzikie, bardziej egzotyczne,

31:09

to chyba lepsze nawet słowo do tego.

31:14

Dlatego myślę, że niektóre podróże po prostu warto pozostawić

31:18

w pamięci takimi, jakie były, nie próbować ich poprawiać na siłę,

31:23

nie próbować jeszcze raz odtwarzać tych samych emocji.

31:26

i tak po czasie zostają te najlepsze emocje.

31:32

Tylko po prostu cieszyć się, że mieliśmy okazję coś takiego przeżyć.

31:39

Ale jest jeden wyjątek.

31:43

Bo gdyby kiedyś tak sobie dzisiaj myślę,

31:46

mój syn powiedział, że chciałby wejść na Acatenango

31:49

i zobaczyć Fuego

31:52

i powiedziałby, że chciałby to zrobić właśnie ze mną,

31:56

że brakuje mu tego towarzystwa,

31:58

a to jest bardzo prawdopodobne, że ja bym poszedł,

32:02

bo to też zmieniłoby trochę perspektywy.

32:09

Bo wtedy nie szedłbym już po to, żeby ponownie przeżyć własną przygodę,

32:13

chociaż trochę tak, bo coś przeżywa się razem w pewnym towarzystwie,

32:19

ale musiałaby być to ważna osoba.

32:22

Nie poszedłbym już tak po prostu dla siebie tylko.

32:25

I też chciałbym zobaczyć, jak on przeżywałby swoją.

32:35

Czy warto wejść na Acatenango?

32:38

Jeśli ktoś zapytałby mnie dzisiaj, czy polecam taką wyprawę,

32:42

to powiedziałbym mu: jeśli czujesz, że chcesz tam pójść, to idź.

32:49

Oczywiście odpowiednio się przygotuj, nie powtarzaj moich błędów.

32:54

Nie rób tak jak ja, który potraktował czołówkę jako opcjonalny dodatek,

33:00

weź dobre buty, weź też pod uwagę swoją kondycję, wysokość, warunki

33:09

i to, że trekking jest naprawdę wymagający.

33:13

Weź koniecznie tabletki na ból głowy i doczytaj o tym.

33:21

Ale jeśli będziesz miał taką możliwość i będziesz gotowy na ten wysiłek,

33:25

to uważam, że warto, oczywiście też względy bezpieczeństwa,

33:28

bo ja nie śledzę tego na bieżąco, jaka sytuacja teraz,

33:31

więc to zawsze ryzyko, zawsze ryzyko musicie sami ważyć,

33:41

ale jest tak, że jeżeli rozważacie pod kątem tego, co przeżyjecie,

33:48

jakichś atrakcji, jakichś wrażeń, to uważam, że warto,

33:52

bo to jest coś, co z dużym prawdopodobieństwem zapamiętasz bardzo długo.

33:57

Ja oczywiście nie wiem, co lubisz najbardziej, nie wiem, czym się ekscytujesz,

34:02

więc muszę to trochę generalizować i tak ogólnikowo odpowiedzieć,

34:09

bo każdy lubi inne rzeczy trochę, ale wydaje mi się, że to będzie też coś,

34:15

o czym później będziesz opowiadał, czy opowiadała.

34:21

Też jest całkiem prawdopodobne, że to będzie coś, o czym będziesz śnić.

34:27

Dla mnie Acatenango jest wyjątkowe z jeszcze jednego powodu.

34:31

podróżując po świecie, łatwo trafić do miejsc, które na Instagramie wyglądają jak z bajki.

34:41

Widzicie zdjęcia, oglądacie piękne filmy, wyobrażacie sobie, jak fantastycznie będzie tam pojechać,

34:48

a później docieracie na miejsce i okazuje się, że rzeczywistość nie zawsze dorównuje tym wyobrażeniom,

34:58

że to jest coś innego, że kolory są nie takie,

35:02

że tak naprawdę dookoła jest mnóstwo osób,

35:04

których nie było widać na zdjęciu,

35:07

że to jest tylko perspektywa,

35:11

że na przykład jakaś rzeźba wcale tak nie wygląda,

35:14

bo jest bardzo mała albo prawie jej nie widać.

35:19

Zdjęcia były pięknie wykadrowane, kolory podbite,

35:24

atmosfera jest zupełnie inna, bo dookoła są ludzie,

35:27

gdzie nie da się zrobić w praktyce tego zdjęcia,

35:30

nie czekając kilku godzin.

35:36

Największe wrażenie robiło to na ekranie smartfona.

35:43

A z Acatenango miałem odwrotne doświadczenie.

35:49

Ja właściwie nie miałem wielkich oczekiwań,

35:51

nie wiedziałem, co dokładnie zobaczę, zaufałem Pawłowi,

35:55

a rzeczywistość okazała się znacznie bardziej niezwykła,

35:58

niż mogłem przypuszczać,

36:00

bo żadne zdjęcie, nawet te, które mam, mimo że ono przywoła moje emocje,

36:09

to nie odda tego, jak budzicie się w namiocie od huku aktywnego wulkanu

36:13

i jeżeli tego nie przeżyjecie, to to nie naciśnie to zdjęcie na odpowiednie struny

36:20

i nie przypomni Wam o tym, czego nie przeżyjecie, czego nie przeżyliście wcześniej.

36:26

Jak wybiegacie na zewnątrz i widzicie czerwoną lawę wystrzeliwującą w ciemne niebo,

36:33

jak kilka godzin później zmęczeni i trochę przestraszeni nocnym podejściem

36:38

stajecie na szczycie, kiedy wschodzi słońce i rozświetla skały na żółto.

36:47

To nie jest atrakcja, która wygląda wyjątkowo tylko na Instagramie.

36:52

Nawet ba, powiem, że ona gorzej wygląda na Instagramie.

36:55

Przynajmniej z tą technologią, jaka istniała wtedy,

37:04

ale ta atrakcja naprawdę taka jest i wywołuje prawdziwe emocje.

37:08

Dlatego mimo bólu głowy, tego rozbitego palucha,

37:14

zmęczenia, problemów podczas nocnego podejścia

37:17

i późniejszego bólu kolan nie zamieniłbym tej wyprawy na żadną łatwiejszą.

37:23

A czy chciałbym przeżyć ją ponownie? Nie muszę.

37:28

Wystarczy mi, że kiedy zamykam oczy i przypominam sobie tamtą noc,

37:33

nadal pamiętam ten huk i tę czerwoną lawę spływającą po zboczu Fuego.

37:40

To jedna z tych rzeczy, które zostają z człowiekiem. Na zawsze.