WEBVTT

00:00:00.000 --> 00:00:02.640
Pamiętam przede wszystkim huk.

00:00:04.140 --> 00:00:10.680
Spaliśmy we trzech w namiocie, gdzieś wysoko na zboczu Acatenango w Gwatemali.

00:00:11.620 --> 00:00:19.200
I nagle coś tak potężnie walnęło, że momentalnie w jednej chwili wszyscy byliśmy na nogach.

00:00:20.360 --> 00:00:26.900
Wybiegliśmy z namiotu i zobaczyliśmy coś, czego chyba nigdy nie zapomnę.

00:00:26.900 --> 00:00:35.280
Z sąsiedniego wulkanu, Fuego, wystrzelił w górę ogromny strumień czerwonej lawy.

00:00:36.060 --> 00:00:44.860
Przez chwilę wszystko było rozświetlone, lawa stopniowo opadała, spływała po zboczu i przygasała.

00:00:45.660 --> 00:00:46.880
To było niesamowite.

00:00:48.240 --> 00:00:54.120
Ale wiecie co, w pierwszej chwili bardziej się przestraszyłem niż zachwyciłem.

00:00:55.580 --> 00:00:59.740
Nie spodziewałem się, że erupcja może być aż tak głośna.

00:01:00.500 --> 00:01:07.340
Ten dźwięk był potężny, zupełnie inny niż wszystko, co wcześniej słyszałem.

00:01:09.020 --> 00:01:15.040
Jest w tej historii coś zabawnego, bo kiedy zgadzałem się na wyprawę na Acatenango,

00:01:15.900 --> 00:01:17.880
w ogóle nie wiedziałem, że zobaczę coś takiego.

00:01:18.380 --> 00:01:21.120
Myślałem, że po prostu idziemy na kolejną górę.

00:01:23.420 --> 00:01:25.880
Jak to się w ogóle zaczęło.

00:01:27.440 --> 00:01:29.660
Podróżowałem z moim przyjacielem Pawłem

00:01:30.520 --> 00:01:33.500
i mamy taki sposób planowania wyjazdów,

00:01:33.900 --> 00:01:37.620
że każdy z nas szuka miejsc i atrakcji,

00:01:37.720 --> 00:01:39.260
które go interesują,

00:01:39.900 --> 00:01:44.040
raz realizuję moje pomysły i innym razem jego.

00:01:45.320 --> 00:01:48.420
Acatenango akurat było właśnie pomysłem Pawła.

00:01:49.460 --> 00:01:51.340
Nie musiał mnie specjalnie przekonywać,

00:01:51.340 --> 00:01:54.020
Skoro chciał wejść na wulkan, to czemu nie?

00:01:54.780 --> 00:01:58.580
Lubię takie doświadczenia, więc po prostu też się zapisałem.

00:01:59.400 --> 00:02:07.080
Tylko że ja nie zrobiłem, w odróżnieniu od Pawła, praktycznie żadnego researchu.

00:02:07.240 --> 00:02:08.600
Nie mówiąc już o porządnym.

00:02:09.600 --> 00:02:15.000
Nie oglądałem wcześniej filmów, nie czytałem szczegółowych relacji.

00:02:15.800 --> 00:02:18.580
Wiedziałem, że czeka nas trekking w górę,

00:02:18.580 --> 00:02:27.740
Ale nie miałem pojęcia, jak będzie wyglądał, a do tego byłem przekonany, że dam sobie świetnie radę.

00:02:29.080 --> 00:02:37.520
Serio, wydawało mi się, że jestem całkiem niezłym kozakiem i pewnie będę wchodził jako jeden z pierwszych.

00:02:37.920 --> 00:02:46.900
No cóż, i muszę powiedzieć, że rzeczywistość dość szybko zweryfikowała moje oczekiwanie czy moją wizję tej wspinaczki.

00:02:48.220 --> 00:02:52.360
Ale zanim zaczęliśmy się wspinać, pojawił się jeszcze jeden problem.

00:02:54.820 --> 00:02:59.100
Dzień wcześniej szedłem sobie w japonkach, jak to mam w zwyczaju w ciepłych krajach

00:02:59.100 --> 00:03:03.540
i tak niefortunnie uderzyłem swoim małym palcem u nogi,

00:03:04.700 --> 00:03:06.880
że ledwo mogłem chodzić.

00:03:07.060 --> 00:03:12.400
Tak czasem macie, że uderzacie palcem o kant łóżka,

00:03:12.980 --> 00:03:17.540
a tutaj to było jakieś krzesło metalowe,

00:03:17.540 --> 00:03:25.460
na rynku w Antigua i uderzyłem tak silnie, że nie mogłem chodzić.

00:03:25.860 --> 00:03:32.140
To było kilka razy silniej niż czasem się zdarza nam uderzyć w kant łóżka.

00:03:33.020 --> 00:03:36.780
I palec był czerwony, bolał, a ja kulałem.

00:03:37.000 --> 00:03:42.720
Ledwo się doczłopałem do naszego pokoju.

00:03:44.380 --> 00:03:50.060
i tak jak mówię, to nie było lekkie uderzenie, po którym 5 minut człowiek się pokrzywi,

00:03:51.220 --> 00:03:55.880
poleży i w zasadzie o tym zapomni. Naprawdę miałem problem z normalnym chodzeniem.

00:03:56.620 --> 00:04:01.160
I do ostatniego poranka nie byłem pewny, czy w ogóle na tę wyprawę pójdę.

00:04:02.480 --> 00:04:04.560
Paweł wiedział, że idzie.

00:04:06.580 --> 00:04:13.460
i Paweł jak poszedł wieczorem do sklepu, zakupić sobie produkty na podróż,

00:04:13.900 --> 00:04:19.440
to ja w tamtej chwili już byłem przekonany, że raczej nie pójdę

00:04:19.440 --> 00:04:20.820
i nie poszedłem wtedy z Pawłem.

00:04:22.500 --> 00:04:29.600
Potem jeszcze przemyślałem sobie to i poszedłem osobno do tego sklepu

00:04:29.600 --> 00:04:32.780
i kupiłem, pomyślałem, że najwyżej, jeżeli nie dam rady

00:04:32.780 --> 00:04:38.480
to sobie te produkty zużyję w inny sposób, ale chcę być mimo wszystko przygotowany.

00:04:43.000 --> 00:04:51.800
Ja byłem zapisany mimo wszystko i dopiero rano, jak założyłem swoje buty trekkingowe,

00:04:53.300 --> 00:05:00.340
to okazało się, że w tych butach jestem w stanie jakoś tam lepiej lub gorzej chodzić.

00:05:00.820 --> 00:05:05.580
Mimo że palec nadal bolał, to nie uniemożliwiał mi poruszania się.

00:05:07.380 --> 00:05:10.140
i zdecydowałem się ruszyć razem z Pawłem.

00:05:11.780 --> 00:05:17.680
Dlaczego? Ja tak mam, że chyba częściej idę w coś

00:05:17.680 --> 00:05:21.620
i ryzykuję, a potem tego żałuję, niż odpuszczam.

00:05:21.900 --> 00:05:26.060
Niestety to mnie czasem gubi i w tym wypadku

00:05:26.060 --> 00:05:28.460
ja najbardziej bałem się, że coś mnie ominie.

00:05:28.740 --> 00:05:31.920
Pewnie znacie takie uczucie, jesteście gdzieś daleko od domu,

00:05:32.900 --> 00:05:35.360
pojawia się okazja zrobienia czegoś wyjątkowego

00:05:35.360 --> 00:05:40.440
i wiecie, że być może już nigdy nie wrócicie w to miejsce.

00:05:41.560 --> 00:05:47.840
Bo tak często w moim wypadku jest, tym bardziej tak myślałem o Gwatemali,

00:05:47.840 --> 00:05:49.620
że to będzie trudne do powtórzenia.

00:05:50.640 --> 00:05:55.020
Życie płynie dalej, pojawiały się kolejne obowiązki, inne podróże,

00:05:55.340 --> 00:06:00.260
inne plany, inne relacje i nawet jeśli kiedyś wrócicie do danego kraju,

00:06:00.500 --> 00:06:03.360
to niekoniecznie będziecie mieli tę samą okazję

00:06:03.360 --> 00:06:06.560
ale z tymi samymi osobami, w tych samych okolicznościach.

00:06:07.060 --> 00:06:08.800
To się bardzo rzadko zdarza.

00:06:09.940 --> 00:06:12.200
Pomyślałem więc, że jeśli teraz zrezygnuję,

00:06:12.740 --> 00:06:14.880
to mogę później naprawdę tego żałować.

00:06:15.360 --> 00:06:17.300
Tym bardziej, że ten wulkan gdzieś tam,

00:06:18.760 --> 00:06:21.960
gdzieś tam w głowie rezonował.

00:06:23.100 --> 00:06:25.980
Wulkan, no wiecie, pod tym słowem wiele rzeczy się kryje

00:06:26.840 --> 00:06:30.960
i nie jest to taka rzecz, powiedzmy, którą można

00:06:30.960 --> 00:06:36.240
można w każdym zakątku świata zobaczyć, tym bardziej aktywnym.

00:06:40.310 --> 00:06:45.150
I ponieważ nie wiedziałem jeszcze na to, co się pisze dokładnie,

00:06:47.200 --> 00:06:55.780
to nawet lepiej dla mnie, to nawet chętniej, mimo wszystko się na to zdecydowałem.

00:06:57.680 --> 00:07:03.820
Teraz opowiem o tym, o trekingu, który miał być łatwy w mojej głowie, oczywiście.

00:07:05.280 --> 00:07:11.960
Wyruszyliśmy. Pamiętam las, przez który przechodziliśmy, pamiętam mgłę i to,

00:07:12.060 --> 00:07:19.640
że gdzieś w oddali od czasu do czasu było słychać wybuchy Fuego. Nie były bardzo głośne,

00:07:19.740 --> 00:07:28.100
raczej sporadyczne odgłosy przypominające, że obok gdzieś tam znajduje się ten mityczny,

00:07:28.100 --> 00:07:35.350
no, aktywny wulkan. Szliśmy przez kolejne fragmenty trasy, zdobywając wysokość.

00:07:37.810 --> 00:07:41.030
Szybko okazało się, że to nie będzie taki zwykły spacerek,

00:07:41.370 --> 00:07:43.290
jak sobie to wyobrażałem wcześniej.

00:07:46.300 --> 00:07:51.860
Podejście było naprawdę wymagające i to potwierdzał zarówno Paweł,

00:07:52.680 --> 00:08:00.860
jak i moje nogi, bo na postojach nie byliśmy z Pawłem wcale w pierwszej grupie,

00:08:00.860 --> 00:08:06.920
Mimo że jakoś ogarnialiśmy temat, czasem chodziliśmy na siłownię, lubiliśmy chodzić dużo,

00:08:10.230 --> 00:08:18.790
także nie uważam, że byliśmy jakimiś osobami przyklejonymi do stołków, które pracują i siedzą cały dzień,

00:08:20.130 --> 00:08:28.290
ale też umówmy się, nie byliśmy najbardziej wysportowanymi ludźmi na ziemi, natomiast uważaliśmy, że damy radę.

00:08:28.290 --> 00:08:32.950
więc nie byliśmy w pierwszej grupie, ale też uczciwie trzeba powiedzieć,

00:08:33.110 --> 00:08:38.090
że nie zamykaliśmy też całej wycieczki, natomiast na tych postojach

00:08:38.090 --> 00:08:42.270
gdzieś chętnie odpoczęlibyśmy dłużej, raczej byliśmy w tej drugiej połówce mimo wszystko

00:08:43.750 --> 00:08:46.450
i staraliśmy się iść swoim tempem.

00:08:48.900 --> 00:08:55.120
Widać było jednak po nas, że naprawdę sporo kosztuje nas ta wyprawa wysiłku.

00:08:57.120 --> 00:08:59.100
I tutaj muszę uczciwie powiedzieć jedną rzecz.

00:09:01.720 --> 00:09:06.960
Może kiedyś Paweł też to usłyszy, ale myślę, że też myśli podobnie,

00:09:07.140 --> 00:09:12.700
chociaż nie wiem. Bardzo dużo dawało mi to, że szedłem właśnie z Pawłem,

00:09:12.920 --> 00:09:16.020
bo my przez sporą część trasy po prostu sobie żartowaliśmy.

00:09:17.480 --> 00:09:21.080
Nie było tak, że przez cały czas myślałem, jaki jestem zmęczony,

00:09:21.340 --> 00:09:25.240
jak wszystko mnie boli i dlaczego w ogóle się na to zdecydowałem.

00:09:25.240 --> 00:09:31.100
Wręcz przeciwnie. Mimo zmęczenia dobrze się bawiliśmy

00:09:31.100 --> 00:09:37.560
i ten palec gdzieś tam mi dokuczał, ale stawało się to znośne w takim towarzystwie.

00:09:38.660 --> 00:09:42.220
I gdybym szedł sam, to myślę, że psychicznie byłoby mi znacznie trudniej,

00:09:42.920 --> 00:09:48.100
a tak zawsze można było coś skomentować, pośmiać się z siebie albo z całej sytuacji.

00:09:49.680 --> 00:09:54.520
Zresztą z perspektywy czasu tu też jest coś, co bardzo dobrze wspominam.

00:09:54.520 --> 00:09:58.500
Nie tylko sam wulkan, ale to wspólne przeżywanie całej wyprawy.

00:09:59.600 --> 00:10:06.460
Choć przyznaję, że moje wcześniejsze wyobrażenia o wejściu w czołówce grupy

00:10:06.460 --> 00:10:12.000
szybko przestało być aktualne.

00:10:12.000 --> 00:10:14.010
Ognisko pod wulkanem.

00:10:15.610 --> 00:10:17.550
W końcu dotarliśmy do obozowiska.

00:10:18.830 --> 00:10:20.850
Naszym oczom ukazały się namioty.

00:10:21.670 --> 00:10:25.290
Pierwsze, co pamiętam, to po prostu radość.

00:10:25.290 --> 00:10:34.070
Radość, że na dzisiaj wystarczy, że to dzisiaj już tyle, że możemy sobie wreszcie odpocząć.

00:10:35.150 --> 00:10:39.110
To było takie bardzo przyjemne uczucie, kiedy człowiek jest zmęczony,

00:10:39.610 --> 00:10:42.850
ale wie, że zrobił coś fajnego, że wykonał dobrą pracę.

00:10:45.700 --> 00:10:49.440
Nasz organizator przygotował ognisko, dostaliśmy tam coś do jedzenia.

00:10:50.540 --> 00:10:56.200
Można było posiedzieć przy ognisku, porozmawiać, odpocząć.

00:10:56.200 --> 00:11:01.080
Były też pianki do opiekania nad ogniem i tu taka ciekawostka ode mnie.

00:11:01.260 --> 00:11:03.540
Ja pierwszy raz w życiu jadłem takie pianki z ogniska.

00:11:06.520 --> 00:11:10.900
Niby banalna rzecz, ale jakoś wcześniej nigdy nie miałem okazji,

00:11:14.130 --> 00:11:19.190
więc wyobraźcie sobie tę sytuację, jesteśmy zmęczeni po całym dniu podejścia,

00:11:19.370 --> 00:11:23.490
siedzimy przy ognisku, dookoła góry, naprawdę wysokie.

00:11:24.970 --> 00:11:28.130
Rozmawiamy, śmiejemy się i opiekamy te nasze pianki.

00:11:28.130 --> 00:11:31.110
Naprawdę taka fajna atmosfera.

00:11:32.790 --> 00:11:36.970
Ja jeszcze z dzieciństwa wspominam bardzo dobrze ogniska,

00:11:37.090 --> 00:11:43.240
które trwało wiele godzin z koleżankami czy kolegami.

00:11:45.540 --> 00:11:48.020
Oczywiście nie wszystko było tam tak romantyczne.

00:11:48.820 --> 00:11:52.880
Był też prowizoryczny kibelek obok obozowiska,

00:11:53.240 --> 00:11:56.360
który dość skutecznie przypominał, że jesteśmy jednak w górach,

00:11:56.460 --> 00:11:59.300
a nie w jakimś luksusowym hotelu.

00:11:59.300 --> 00:12:02.600
położony nieco od naszego obozowiska,

00:12:02.940 --> 00:12:05.740
w którym naprawdę ciężko było się załatwić,

00:12:09.660 --> 00:12:12.780
ale właśnie takie szczegóły też tworzą te wspomnienia.

00:12:14.720 --> 00:12:19.780
Tam w tym kibelku prywatność była bardzo ograniczona,

00:12:20.040 --> 00:12:21.880
powiem tak ogólnikowo.

00:12:25.000 --> 00:12:27.040
Siedzieliśmy przy ognisku ze świadomością,

00:12:27.200 --> 00:12:29.780
że rano, a właściwie jeszcze w środku nocy,

00:12:29.780 --> 00:12:33.900
że trzeba będzie wstać i ruszyć na sam szczyt Acatenango,

00:12:34.700 --> 00:12:37.500
bo plan był taki, żeby znaleźć się tam na wschód słońca,

00:12:37.940 --> 00:12:39.100
a nawet chwilę przed.

00:12:41.370 --> 00:12:43.170
Na razie jednak mogliśmy odpocząć

00:12:43.170 --> 00:12:47.230
i wtedy jeszcze nie wiedziałem, że najważniejszy moment tej całej wyprawy

00:12:47.990 --> 00:12:51.590
wydarzy się, zanim w ogóle rozpoczniemy to końcowe podejście.

00:12:53.110 --> 00:12:55.130
Huk, którego nie zapomnę.

00:12:55.930 --> 00:12:57.370
Wróćmy na chwilę do tej nocy.

00:12:57.710 --> 00:12:59.290
Spaliśmy w namiocie po trzy osoby

00:12:59.290 --> 00:13:04.360
i nagle potężny wybuch.

00:13:05.880 --> 00:13:10.940
To nie był jakiś odległy pomruk, który można zignorować i spać dalej.

00:13:11.080 --> 00:13:15.100
Ten dźwięk był tak silny, że błyskawicznie poderwaliśmy się z miejsc,

00:13:16.100 --> 00:13:18.040
wybiegliśmy we trójkę na zewnątrz

00:13:19.000 --> 00:13:21.720
i wtedy zobaczyłem erupcję.

00:13:22.180 --> 00:13:25.260
Czerwona lawa wystrzeliła wysoko do góry,

00:13:26.100 --> 00:13:28.680
a następnie opadała i spływała po stoku Fuego,

00:13:29.420 --> 00:13:36.520
stopniowo tracąc swój blask, to było coś zupełnie innego niż oglądanie nagrania na YouTube.

00:13:37.480 --> 00:13:46.060
I jeszcze ten palący ból w głowie, pulsujący w tym wszystkim, obok tego huku.

00:13:49.330 --> 00:13:54.770
I nie da się tego zobaczyć na nagraniu, bo to nigdy nie będzie to samo,

00:13:55.570 --> 00:14:01.610
tak, jak nie da się o czymś do końca opowiedzieć, nie przeżywając tego niestety,

00:14:01.950 --> 00:14:06.230
więc to wszystko będzie mimo wszystko ograniczone, czy gdzieś jak będziecie słuchać na Spotify'u.

00:14:06.710 --> 00:14:10.990
Bo na filmie widzicie obraz, możecie nawet usłyszeć dźwięk,

00:14:12.190 --> 00:14:13.710
ale tam wszystko dzieje się naprawdę.

00:14:14.030 --> 00:14:18.030
Jesteście w środku nocy, na zboczu sąsiedniego wulkanu

00:14:18.030 --> 00:14:23.090
i nagle jeszcze tacy oszołomieni z bólem głowy,

00:14:23.090 --> 00:14:28.370
że słyszycie taki huk i instynktownie wyskakujecie ze śpiworów, z namiotu,

00:14:28.970 --> 00:14:34.450
a później patrzycie w tę czerń, jak ziemia dosłownie wyrzuca z siebie rozżarzoną lawę.

00:14:35.150 --> 00:14:41.470
W pierwszej chwili nie wiecie, o co chodzi, obok większość osób wypadło z tych namiotów

00:14:41.470 --> 00:14:50.850
i oni też stoją tacy zdezorientowani, lekko przerażeni i patrzą w ciszy.

00:14:52.520 --> 00:14:57.940
Nie potrafię tego porównać do żadnego innego doświadczenia z moich podróży do dzisiaj.

00:15:03.870 --> 00:15:08.850
I jeszcze na moment wrócę do tego bólu głowy, bo to jest bardzo zabawna historia,

00:15:09.010 --> 00:15:19.720
która do tej pory mnie trochę rozśmiesza, więc wrócę na chwilę do tej bolącej głowy i Pawła.

00:15:20.060 --> 00:15:25.800
To jest chyba jedna z najbardziej nierealnych, absurdalnych historii z całego wyjazdu,

00:15:25.800 --> 00:15:29.480
bo ja miałem cały czas ze sobą środki przeciwbólowe,

00:15:29.540 --> 00:15:32.520
jakiś Ibuprom czy inne tabletki już w tej chwili

00:15:32.700 --> 00:15:34.060
nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

00:15:34.720 --> 00:15:38.980
I mogłem spróbować, taki miałem plan, żeby sobie pomóc,

00:15:39.160 --> 00:15:42.740
w razie czego po prostu na chorobę wysokościową.

00:15:44.100 --> 00:15:47.940
Tylko Paweł powiedział mi, że gdzieś czytał,

00:15:48.920 --> 00:15:52.940
że bardzo ważne jest, żeby na tej górze takich leków nie brać.

00:15:52.940 --> 00:15:55.880
I ja go zapytałem od razu, no ale dlaczego?

00:15:57.220 --> 00:16:04.600
A on mówi, że nie pamięta, ale czytał, że właśnie tak trzeba uważać na to.

00:16:06.610 --> 00:16:07.430
No i co zrobiłem?

00:16:07.750 --> 00:16:12.730
Ja nie jestem wielkim fanem, więc raczej nie przyjmę tabletki, niż przyjmę.

00:16:12.870 --> 00:16:18.090
Staram się pocierpieć aż do tego takiego momentu kulminacyjnego,

00:16:18.090 --> 00:16:26.450
kiedy już nie jestem w stanie przeżyć i kręci mi się w głowie, zbiera mnie na wymioty

00:16:26.450 --> 00:16:30.830
i wtedy jeszcze cierpię te 30 minut, zanim w ogóle tabletka zadziała,

00:16:30.910 --> 00:16:32.330
więc nie wziąłem tych tabletek.

00:16:33.130 --> 00:16:37.150
Męczyłem się z tym bólem głowy niesamowicie i do końca.

00:16:39.010 --> 00:16:43.190
Po powrocie już na dół, jak mieliśmy internet, sprawdziliśmy temat

00:16:43.190 --> 00:16:47.710
i okazało się, że Paweł zapamiętał to dokładnie odwrotnie, niż powinien.

00:16:48.450 --> 00:16:55.710
A ja się niepotrzebnie męczyłem, bo chodziło tam, żeby właśnie bardzo ważny jest,

00:16:55.830 --> 00:16:57.470
żeby te tabletki wziąć.

00:16:59.410 --> 00:17:04.190
Oczywiście trochę się z tego śmialiśmy, ale jakby już to całe doświadczenie było za nami,

00:17:04.310 --> 00:17:09.310
więc nie miało już wielkiego znaczenia i nie miałem do niego żadnego żalu o to.

00:17:10.290 --> 00:17:13.510
bo po pierwsze sam mogłem to sprawdzić wcześniej,

00:17:14.950 --> 00:17:18.790
a po drugie też cała wyprawa była jego pomysłem od początku.

00:17:19.130 --> 00:17:23.270
Gdybym miał zapamiętać Pawłowi jedną rzecz z tego wyjazdu,

00:17:23.370 --> 00:17:26.930
to zdecydowanie nie byłyby te nieszczęsne tabletki.

00:17:29.250 --> 00:17:34.910
Tylko to, że dzięki jego pomysłowi przeżyłem coś tak niesamowitego.

00:17:36.940 --> 00:17:39.180
Najtrudniejsze miało jednak dopiero nadejść,

00:17:39.180 --> 00:17:45.670
Bo tej nocy czekało nas jeszcze wejście na sam szczyt Acatenango.

00:17:46.650 --> 00:17:49.290
Musieliśmy ruszyć przed wschodem słońca.

00:17:51.560 --> 00:17:55.320
I właśnie ten fragment zapamiętałem jako jedno z najtrudniejszych,

00:17:55.420 --> 00:18:00.160
a momentami również najbardziej niepokojących.

00:18:02.590 --> 00:18:07.210
Zerwaliśmy się w środku nocy jeszcze niewyspani z bólem głowy,

00:18:07.950 --> 00:18:12.870
na dworze ciemno, bardzo ciemno, praktycznie nic nie widać.

00:18:15.540 --> 00:18:21.420
ścieżka była słabo widoczna, a kamienie osuwały się autentycznie,

00:18:21.600 --> 00:18:30.300
uciekały spod nóg, co chwilę było słychać, jak ktoś się osuwa, spada nieco w dół

00:18:30.300 --> 00:18:35.180
i wraca na ścieżkę. Co gorsze, nie miałem własnej latarki czołowej.

00:18:36.300 --> 00:18:39.440
Z tego, co dzisiaj pamiętam, to większość osób ich nie miała.

00:18:40.300 --> 00:18:44.060
I to był mój duży błąd w całych przygotowaniach,

00:18:44.260 --> 00:18:49.560
tego żałuję bardziej niż na przykład niewziętych tabletek.

00:18:49.760 --> 00:18:53.920
Przed wyprawą widziałem informację, że warto zabrać latarkę,

00:18:54.000 --> 00:18:55.620
zresztą Paweł mi nawet o tym powiedział,

00:18:56.740 --> 00:18:59.860
ale potraktowałem to właśnie jako coś, co dobrze mieć,

00:19:00.420 --> 00:19:05.340
ale nie jest to rzecz absolutnie niezbędna.

00:19:05.340 --> 00:19:12.200
i wydawało mi się, że będą jakieś pochodnie, że organizator zapewni dobre oświetlenie.

00:19:12.400 --> 00:19:15.860
Zasadniczo wyobrażałem sobie, że to jest bardziej zorganizowane.

00:19:17.140 --> 00:19:17.640
No więc nie.

00:19:19.180 --> 00:19:24.020
Część osób miała czołówki, ale ich światło było bardzo słabe, takie punktowe.

00:19:25.100 --> 00:19:29.560
Jak szliśmy po tej ścieżce gęsiego, to w zasadzie tego światła nie było widać.

00:19:30.420 --> 00:19:34.400
Ja i tak miałem to szczęście, że szedłem za Pawłem, który miał swoją latarkę,

00:19:34.400 --> 00:19:36.860
więc mogłem minimalnie coś zobaczyć

00:19:36.860 --> 00:19:41.260
i próbowałem korzystać z tego fragmentu ścieżki, który oświetlał.

00:19:42.020 --> 00:19:46.500
Tyle, że kiedy idziecie w ciemności po stromym kamienistym terenie,

00:19:46.640 --> 00:19:48.240
to nie zawsze wystarcza.

00:19:48.440 --> 00:19:50.920
Kilka razy, co najmniej, nogi mi się obsunęły,

00:19:51.080 --> 00:19:53.540
traciłem równowagę, osuwałem się z kamieniami

00:19:55.100 --> 00:20:02.800
i czułem już tak z tyłu głowy gdzieś na plecach taki strach,

00:20:02.800 --> 00:20:09.780
że może mi się za chwilę naprawdę ta noga osunąć i popłynę gdzieś tam niżej.

00:20:11.200 --> 00:20:14.800
Nie tylko dlatego, że byłem zmęczony, że szumiało mi w głowie,

00:20:15.680 --> 00:20:18.260
miałem świadomość, że nie widzę dokładnie, gdzie stawiam nogi,

00:20:19.280 --> 00:20:22.500
a jednocześnie nie było za bardzo, jak się wycofać z tego.

00:20:24.160 --> 00:20:29.020
Pamiętam też bardzo mocno takie poczucie osamotnienia wtedy.

00:20:30.330 --> 00:20:33.670
Niby idziecie w grupie, niby obok są inni ludzie,

00:20:34.670 --> 00:20:39.310
ale w tej ciemności szliśmy gęsiego już nie tak jak wcześniej,

00:20:42.060 --> 00:20:46.820
i ledwo w tej ciemności całej widzicie inne osoby.

00:20:47.400 --> 00:20:51.780
Każdy tam był skupiony na siebie, na własnych krokach,

00:20:52.000 --> 00:20:54.440
własnym wysiłku, na tym, żeby dotrzeć wyżej.

00:20:55.340 --> 00:20:58.840
Tam już raczej nie było rozmów, śmiechu.

00:20:58.840 --> 00:21:04.580
Miałem wrażenie, że gdybym gdzieś się osunął,

00:21:04.800 --> 00:21:08.060
to pozostali mogliby nawet tego od razu nie zauważyć.

00:21:09.120 --> 00:21:12.540
Oczywiście to było moje odczucie w tym momencie, nie wiem, jak by się stało,

00:21:13.760 --> 00:21:16.220
ale ja dobrze zapamiętałem te myśli.

00:21:17.920 --> 00:21:22.480
Właśnie wtedy docierało do mnie, jak bardzo nie doceniłem tej wyprawy przed wyjazdem,

00:21:23.120 --> 00:21:28.960
bo niedawno myślałem, że bez większego trudu będę wchodził jako jeden z pierwszych.

00:21:28.960 --> 00:21:36.950
A teraz walczyłem o to, żeby po ciemku bezpiecznie postawić stopę,

00:21:36.950 --> 00:21:41.500
czy kolejny krok.

00:21:41.500 --> 00:21:43.860
Wschód słońca, na który zdążyliśmy.

00:21:45.520 --> 00:21:49.640
I w końcu dotarliśmy na szczyt, zdążyliśmy na wschód Słońca.

00:21:50.760 --> 00:21:53.120
To było niesamowite uczucie.

00:21:54.100 --> 00:21:59.000
Z jednej strony nasze ogromne zmęczenie, z drugiej satysfakcja,

00:21:59.000 --> 00:22:03.200
Ja, że jednak daliśmy radę, że mimo wszystkich trudności,

00:22:03.480 --> 00:22:06.420
mimo bólu i tego nocnego podejścia, jesteśmy na górze.

00:22:07.520 --> 00:22:09.560
I przed nami zaczyna wschodzić słońce.

00:22:11.100 --> 00:22:15.440
Pamiętam widok wulkanów, pamiętam tę przestrzeń,

00:22:15.440 --> 00:22:19.260
której wcześniej podczas podejścia przez las po prostu nie było widać.

00:22:20.060 --> 00:22:23.540
I pamiętam ciarki, nie tylko ze względu na sam widok,

00:22:23.640 --> 00:22:28.100
ale też świadomość tego, ile wysiłku

00:22:29.000 --> 00:22:33.420
Przez te dwa dni kosztowało nas dotarcie w to miejscu.

00:22:34.520 --> 00:22:39.420
A wtedy Fuego znowu zaczął się do nas odzywać, było słychać jego erupcję.

00:22:40.560 --> 00:22:44.300
Z wulkanu wydobywały się gazy, pojawiała się lawa

00:22:44.300 --> 00:22:46.460
i stojąc na samym szczycie Acatenango,

00:22:47.340 --> 00:22:50.440
miałem wrażenie, że Fuego znajduje się naprawdę blisko.

00:22:50.920 --> 00:22:53.440
Nie było już drzew, które ograniczałyby widok,

00:22:54.080 --> 00:22:57.260
po prostu staliśmy i patrzyliśmy na aktywny wulkan.

00:22:57.260 --> 00:23:07.390
To jest taka chwila, której nie daje się oddać zdjęciem,

00:23:07.490 --> 00:23:11.690
mimo że na zdjęciu mam uwieczniony moment wybuchu lawy.

00:23:12.290 --> 00:23:16.350
Można było zrobić piękne zdjęcie wschodu słońca, można nagrać erupcję,

00:23:17.330 --> 00:23:21.310
ale trudno przekazać to całe doświadczenie, te wszystkie emocje.

00:23:21.310 --> 00:23:28.590
jednocześnie i wschód słońca, i to światło żółte, i uśmiechy ludzi dookoła,

00:23:28.890 --> 00:23:37.470
którzy też, tak jak ja, dali radę, i nie da się tego połączyć w jedno zdjęcie,

00:23:37.550 --> 00:23:41.950
nawet nie da się tego zawrzeć wszystkiego w jednym wideo,

00:23:42.570 --> 00:23:49.830
no bo jak zawrzeć całe emocje nagromadzone, cały ból, cały wysiłek włożony w to,

00:23:49.830 --> 00:23:52.270
to żeby tam być. Nie da się tego zrobić.

00:23:54.070 --> 00:23:58.210
Zmęczenie, które macie w nogach, strach, który czuliście jeszcze chwilę wcześniej,

00:23:58.590 --> 00:24:03.230
satysfakcję, że dotarliście i ten dźwięk, bo dźwięk Fuego

00:24:03.750 --> 00:24:09.270
to coś, co zostało ze mną chyba równie mocno, jak sam widok tej lawy.

00:24:13.820 --> 00:24:18.780
I tu jeszcze krótki komentarz, bo to nie jest tak, że to jest rzecz niemożliwa.

00:24:18.780 --> 00:24:25.060
ale oczywiście też można wejść na górę, każdy ma jakieś swoje cele.

00:24:25.520 --> 00:24:28.820
Dla jednego to będzie wyższa góra, dla drugiej osoby niższa.

00:24:31.290 --> 00:24:39.600
Dla mnie osobiście było to coś wyjątkowego i był to realnie duży wysiłek.

00:24:41.100 --> 00:24:43.500
A potem trzeba było jeszcze zejść.

00:24:45.000 --> 00:24:52.400
Wiele osób, planując wejście na górę, skupia się na tym, jak trudne będzie zdobycie tego szczytu.

00:24:53.020 --> 00:24:53.880
Ja też tak robiłem.

00:24:55.260 --> 00:24:58.900
Tyle, że potem trzeba jeszcze wrócić na dół.

00:25:00.300 --> 00:25:03.860
W moim wypadku zejście okazało się naprawdę bolesne.

00:25:04.200 --> 00:25:10.400
Szliśmy szybciej niż podczas podejścia, bo mieliśmy teraz całą trasę do pokonania i mniej czasu.

00:25:11.360 --> 00:25:15.760
a przy schodzeniu pracują trochę inne mięśnie, inaczej obciążamy nasze stawy

00:25:15.760 --> 00:25:21.020
i mi jest trudniej schodzić.

00:25:22.440 --> 00:25:27.760
Ja już czułem cały wcześniejszy wysiłek, wciąż bolał mnie palec

00:25:30.990 --> 00:25:34.690
i zaczęły mnie jeszcze boleć kolana.

00:25:34.950 --> 00:25:38.870
Odczuwałem też nadwyrężenie w okolicy pachwiny, jak to ja zwykle mam.

00:25:40.990 --> 00:25:43.590
Choć najważniejsza część wyprawy była już za nami,

00:25:43.590 --> 00:25:49.830
więc tego nie dało się już nam zabrać, tego, że zdobyliśmy ten szczyt, że widzieliśmy to, co widzieliśmy,

00:25:50.150 --> 00:25:53.390
to fizycznie wcale nie było nam łatwiej.

00:25:54.230 --> 00:26:00.410
To nie jest krótka wycieczka na jakąś niewielką górkę, zwłaszcza jeśli nie chodzicie regularnie po górach,

00:26:00.530 --> 00:26:03.430
tak jak ja i nie jesteście przyzwyczajeni do takiego wysiłku.

00:26:03.430 --> 00:26:13.370
Dla mnie to było naprawdę wymagające doświadczenie mimo że na tych naszych wyprawach chodziliśmy regularnie w ciągu dnia

00:26:13.370 --> 00:26:21.430
myślę, że około 15 km, 20 km to jednak nie było to samo co wejście pod taką górę.

00:26:22.270 --> 00:26:27.310
Ale czy żałowałem? Ani przez chwilę, nie było takiej chwili, żebym żałował.

00:26:27.310 --> 00:26:33.480
Czy zrobiłbym to drugi raz? To jest ciekawa odpowiedź.

00:26:34.620 --> 00:26:39.080
Dochodzimy do pytania, które wydaje mi się bardzo ciekawe.

00:26:39.640 --> 00:26:43.340
Czy gdybym dziś miał okazję jeszcze raz wejść na Acatenango, zrobiłbym to?

00:26:44.980 --> 00:26:47.560
Wiecie co? Chyba nie.

00:26:50.900 --> 00:26:53.620
Ale nie dlatego, że wyprawa była zbyt trudna,

00:26:53.920 --> 00:26:57.640
nie dlatego, że mi się nie podobało, wręcz przeciwnie,

00:26:57.640 --> 00:27:03.700
bo to było jedno z najbardziej wyjątkowych doświadczeń podróżniczych w moim życiu.

00:27:05.840 --> 00:27:08.680
Odwiedziłem wiele różnych zakątków świata,

00:27:08.840 --> 00:27:12.560
zobaczyłem mnóstwo ciekawych miejsc, poznałem mnóstwo ciekawych ludzi,

00:27:14.260 --> 00:27:21.070
a jednak ta wyprawa bardzo mocno zapisała mi się w pamięci, więc dlaczego?

00:27:25.000 --> 00:27:26.140
Bo ja już to przeżyłem.

00:27:27.260 --> 00:27:30.820
Już widziałem Fuego wyrzucający lawę w środku nocy,

00:27:30.820 --> 00:27:36.720
Już słyszałem ten potężny huk, już stałem na szczycie Acatenango o wschodzie słońca,

00:27:36.920 --> 00:27:40.340
zmęczony, ale szczęśliwy, że zdążyliśmy.

00:27:42.060 --> 00:27:45.820
Nie wiem, czego miałbym oczekiwać od drugiego wejścia,

00:27:46.620 --> 00:27:49.700
bo za pierwszym razem wszystko było dla mnie niespodzianką,

00:27:49.780 --> 00:27:50.640
wszystko było nowe.

00:27:51.880 --> 00:27:55.120
Nawet nie wiedziałem, że ten wulkan rzeczywiście będzie wyrzucał lawę.

00:27:55.920 --> 00:28:02.080
Jak gdybym poszedł drugi raz, wiedziałbym już, jak wygląda ta trasa,

00:28:02.440 --> 00:28:10.000
jak ciężkie jest podejście, jak wygląda obozowisko, mógłby się zmienić kolor namiotu,

00:28:10.120 --> 00:28:16.420
mogłoby się zmienić miejsce tego obozowiska, ale mniej więcej wiedziałbym z czym się będę mierzył,

00:28:16.480 --> 00:28:21.360
jak to będzie wyglądać. Być może byłoby to bardziej ekscytujące,

00:28:21.360 --> 00:28:25.500
być może trochę mniej, być może wtedy Fuego nie wybuchałby tak intensywnie,

00:28:25.680 --> 00:28:29.160
być może wybuchałby bardziej, ale wiedziałbym, czego się spodziewać.

00:28:33.060 --> 00:28:38.240
Ale czy przeżywałbym to tak samo? Nie sądzę.

00:28:39.960 --> 00:28:43.200
Miałem kiedyś trochę podobne doświadczenie ze Sri Lanką.

00:28:44.080 --> 00:28:47.120
Doskonale wspominałem swoją pierwszą podróż do tego kraju.

00:28:50.200 --> 00:28:55.040
Samotną wówczas i pojechałem tam drugi raz z Pawłem.

00:28:56.200 --> 00:28:59.240
i nadal było bardzo ciekawie, nadal było, co oglądać.

00:28:59.520 --> 00:29:02.560
Oczywiście ja tam byłem w innym momencie,

00:29:04.120 --> 00:29:08.920
życia tam miałem inne troszkę oczekiwania,

00:29:11.330 --> 00:29:15.050
ale mimo wszystko, mimo tych wszystkich rzeczy, które się zmieniły,

00:29:15.510 --> 00:29:17.490
miałem tam jeszcze jakieś problemy zdrowotne,

00:29:18.130 --> 00:29:22.010
to mimo tego wszystkiego nie czułem już tych samych emocji.

00:29:23.480 --> 00:29:29.100
Może tak jak zacząłem sobie o tym myśleć, może Sri Lanka się zmieniła,

00:29:29.360 --> 00:29:33.280
bo byliśmy trochę w innych miejscach, to fakt, trochę inną Sri Lankę zobaczyliśmy,

00:29:34.980 --> 00:29:38.780
a może to ja się zmieniłem, trudno mi powiedzieć.

00:29:45.600 --> 00:29:50.620
Tak jak mówię, może sam wulkan zaskoczył by mnie czymś innym,

00:29:51.000 --> 00:29:56.740
ale ja zrozumiałem, że nie zawsze da się powtórzyć to samo doświadczenie.

00:29:56.740 --> 00:30:00.220
Nawet jeśli wrócimy dokładnie w to samo miejsce.

00:30:00.440 --> 00:30:03.220
Ja też kiedyś wróciłem do Yangshuo, w Chinach,

00:30:03.760 --> 00:30:07.260
do miasteczka, które mi się bardzo kiedyś podobało.

00:30:07.860 --> 00:30:12.640
I zostało w mojej pamięci, w moich wspomnieniach, jako takie wyjątkowe,

00:30:13.330 --> 00:30:17.880
to takie, niektórzy to Chińczycy nazywają polskim Zakopanem.

00:30:21.310 --> 00:30:23.560
I wróciłem w to miejsce wiele lat później

00:30:24.230 --> 00:30:27.040
i zobaczyłem zupełnie inne miasteczko.

00:30:27.040 --> 00:30:36.760
No, nadal ciekawe, ale było już takie skażone, nie wiem, czy to dobre słowo,

00:30:36.900 --> 00:30:43.440
ale takiego użyję, miało wiele takich galerii typowych, jakieś Zara,

00:30:44.020 --> 00:30:50.700
jakieś inne rozpoznawalne marki w każdym razie i to już nie było to samo miasteczko.

00:30:50.740 --> 00:30:54.960
Nadal bardzo interesujące, nadal ciekawe, ale już inne niż miałem

00:30:54.960 --> 00:30:59.540
w tych wspomnieniach kilkanaście, w zasadzie lat wcześniej.

00:31:00.800 --> 00:31:08.860
Kiedy było jeszcze takie bardziej dzikie, bardziej egzotyczne,

00:31:09.060 --> 00:31:10.720
to chyba lepsze nawet słowo do tego.

00:31:14.160 --> 00:31:18.060
Dlatego myślę, że niektóre podróże po prostu warto pozostawić

00:31:18.060 --> 00:31:22.920
w pamięci takimi, jakie były, nie próbować ich poprawiać na siłę,

00:31:23.140 --> 00:31:25.980
nie próbować jeszcze raz odtwarzać tych samych emocji.

00:31:26.660 --> 00:31:31.740
i tak po czasie zostają te najlepsze emocje.

00:31:32.040 --> 00:31:35.600
Tylko po prostu cieszyć się, że mieliśmy okazję coś takiego przeżyć.

00:31:39.550 --> 00:31:40.990
Ale jest jeden wyjątek.

00:31:43.660 --> 00:31:46.480
Bo gdyby kiedyś tak sobie dzisiaj myślę,

00:31:46.760 --> 00:31:49.360
mój syn powiedział, że chciałby wejść na Acatenango

00:31:49.830 --> 00:31:51.080
i zobaczyć Fuego

00:31:52.160 --> 00:31:56.440
i powiedziałby, że chciałby to zrobić właśnie ze mną,

00:31:56.500 --> 00:31:58.000
że brakuje mu tego towarzystwa,

00:31:58.000 --> 00:32:02.040
a to jest bardzo prawdopodobne, że ja bym poszedł,

00:32:02.580 --> 00:32:07.180
bo to też zmieniłoby trochę perspektywy.

00:32:09.420 --> 00:32:13.400
Bo wtedy nie szedłbym już po to, żeby ponownie przeżyć własną przygodę,

00:32:13.560 --> 00:32:19.340
chociaż trochę tak, bo coś przeżywa się razem w pewnym towarzystwie,

00:32:19.580 --> 00:32:21.680
ale musiałaby być to ważna osoba.

00:32:22.580 --> 00:32:25.440
Nie poszedłbym już tak po prostu dla siebie tylko.

00:32:25.440 --> 00:32:35.150
I też chciałbym zobaczyć, jak on przeżywałby swoją.

00:32:35.150 --> 00:32:37.070
Czy warto wejść na Acatenango?

00:32:38.210 --> 00:32:41.910
Jeśli ktoś zapytałby mnie dzisiaj, czy polecam taką wyprawę,

00:32:42.570 --> 00:32:47.930
to powiedziałbym mu: jeśli czujesz, że chcesz tam pójść, to idź.

00:32:49.310 --> 00:32:54.210
Oczywiście odpowiednio się przygotuj, nie powtarzaj moich błędów.

00:32:54.710 --> 00:33:00.250
Nie rób tak jak ja, który potraktował czołówkę jako opcjonalny dodatek,

00:33:00.250 --> 00:33:09.140
weź dobre buty, weź też pod uwagę swoją kondycję, wysokość, warunki

00:33:09.140 --> 00:33:12.240
i to, że trekking jest naprawdę wymagający.

00:33:13.900 --> 00:33:18.420
Weź koniecznie tabletki na ból głowy i doczytaj o tym.

00:33:21.610 --> 00:33:25.230
Ale jeśli będziesz miał taką możliwość i będziesz gotowy na ten wysiłek,

00:33:25.370 --> 00:33:27.990
to uważam, że warto, oczywiście też względy bezpieczeństwa,

00:33:28.130 --> 00:33:31.090
bo ja nie śledzę tego na bieżąco, jaka sytuacja teraz,

00:33:31.090 --> 00:33:37.380
więc to zawsze ryzyko, zawsze ryzyko musicie sami ważyć,

00:33:41.560 --> 00:33:48.460
ale jest tak, że jeżeli rozważacie pod kątem tego, co przeżyjecie,

00:33:48.940 --> 00:33:52.120
jakichś atrakcji, jakichś wrażeń, to uważam, że warto,

00:33:52.640 --> 00:33:56.940
bo to jest coś, co z dużym prawdopodobieństwem zapamiętasz bardzo długo.

00:33:57.340 --> 00:34:02.680
Ja oczywiście nie wiem, co lubisz najbardziej, nie wiem, czym się ekscytujesz,

00:34:02.680 --> 00:34:09.380
więc muszę to trochę generalizować i tak ogólnikowo odpowiedzieć,

00:34:09.640 --> 00:34:15.440
bo każdy lubi inne rzeczy trochę, ale wydaje mi się, że to będzie też coś,

00:34:15.640 --> 00:34:19.860
o czym później będziesz opowiadał, czy opowiadała.

00:34:21.540 --> 00:34:25.960
Też jest całkiem prawdopodobne, że to będzie coś, o czym będziesz śnić.

00:34:27.240 --> 00:34:31.420
Dla mnie Acatenango jest wyjątkowe z jeszcze jednego powodu.

00:34:31.420 --> 00:34:38.780
podróżując po świecie, łatwo trafić do miejsc, które na Instagramie wyglądają jak z bajki.

00:34:41.360 --> 00:34:47.440
Widzicie zdjęcia, oglądacie piękne filmy, wyobrażacie sobie, jak fantastycznie będzie tam pojechać,

00:34:48.940 --> 00:34:58.660
a później docieracie na miejsce i okazuje się, że rzeczywistość nie zawsze dorównuje tym wyobrażeniom,

00:34:58.660 --> 00:35:01.020
że to jest coś innego, że kolory są nie takie,

00:35:02.540 --> 00:35:04.860
że tak naprawdę dookoła jest mnóstwo osób,

00:35:04.860 --> 00:35:07.360
których nie było widać na zdjęciu,

00:35:07.520 --> 00:35:09.220
że to jest tylko perspektywa,

00:35:11.140 --> 00:35:14.480
że na przykład jakaś rzeźba wcale tak nie wygląda,

00:35:14.780 --> 00:35:17.860
bo jest bardzo mała albo prawie jej nie widać.

00:35:19.780 --> 00:35:23.480
Zdjęcia były pięknie wykadrowane, kolory podbite,

00:35:24.860 --> 00:35:27.440
atmosfera jest zupełnie inna, bo dookoła są ludzie,

00:35:27.440 --> 00:35:30.060
gdzie nie da się zrobić w praktyce tego zdjęcia,

00:35:30.160 --> 00:35:32.180
nie czekając kilku godzin.

00:35:36.410 --> 00:35:40.550
Największe wrażenie robiło to na ekranie smartfona.

00:35:43.440 --> 00:35:47.720
A z Acatenango miałem odwrotne doświadczenie.

00:35:49.180 --> 00:35:51.420
Ja właściwie nie miałem wielkich oczekiwań,

00:35:51.460 --> 00:35:55.040
nie wiedziałem, co dokładnie zobaczę, zaufałem Pawłowi,

00:35:55.680 --> 00:35:58.380
a rzeczywistość okazała się znacznie bardziej niezwykła,

00:35:58.420 --> 00:36:00.580
niż mogłem przypuszczać,

00:36:00.580 --> 00:36:09.760
bo żadne zdjęcie, nawet te, które mam, mimo że ono przywoła moje emocje,

00:36:09.840 --> 00:36:13.620
to nie odda tego, jak budzicie się w namiocie od huku aktywnego wulkanu

00:36:13.620 --> 00:36:20.560
i jeżeli tego nie przeżyjecie, to to nie naciśnie to zdjęcie na odpowiednie struny

00:36:20.560 --> 00:36:26.640
i nie przypomni Wam o tym, czego nie przeżyjecie, czego nie przeżyliście wcześniej.

00:36:26.640 --> 00:36:32.600
Jak wybiegacie na zewnątrz i widzicie czerwoną lawę wystrzeliwującą w ciemne niebo,

00:36:33.020 --> 00:36:38.400
jak kilka godzin później zmęczeni i trochę przestraszeni nocnym podejściem

00:36:38.400 --> 00:36:46.180
stajecie na szczycie, kiedy wschodzi słońce i rozświetla skały na żółto.

00:36:47.240 --> 00:36:52.020
To nie jest atrakcja, która wygląda wyjątkowo tylko na Instagramie.

00:36:52.200 --> 00:36:55.880
Nawet ba, powiem, że ona gorzej wygląda na Instagramie.

00:36:55.880 --> 00:36:59.740
Przynajmniej z tą technologią, jaka istniała wtedy,

00:37:04.780 --> 00:37:08.920
ale ta atrakcja naprawdę taka jest i wywołuje prawdziwe emocje.

00:37:08.960 --> 00:37:12.840
Dlatego mimo bólu głowy, tego rozbitego palucha,

00:37:14.120 --> 00:37:17.380
zmęczenia, problemów podczas nocnego podejścia

00:37:17.380 --> 00:37:22.340
i późniejszego bólu kolan nie zamieniłbym tej wyprawy na żadną łatwiejszą.

00:37:23.780 --> 00:37:28.060
A czy chciałbym przeżyć ją ponownie? Nie muszę.

00:37:28.060 --> 00:37:32.520
Wystarczy mi, że kiedy zamykam oczy i przypominam sobie tamtą noc,

00:37:33.840 --> 00:37:39.320
nadal pamiętam ten huk i tę czerwoną lawę spływającą po zboczu Fuego.

00:37:40.180 --> 00:37:47.460
To jedna z tych rzeczy, które zostają z człowiekiem. Na zawsze.
